Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso i okolice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięso i okolice. Pokaż wszystkie posty

Pasztet mięsno-pieczarkowy

Kolejny przepis wypróbowany w czasie Wielkanocy: pasztet mięsno-pieczarkowy. W oryginalnym przepisie (tutaj źródło) całość była dodatkowo polana wytrawną galaretką, ale że za nią nie przepadam, to z niej zrezygnowałam. Pasztet bardzo mi posmakował, na pewno jeszcze nie raz pojawi się on na naszym stole. Polecam!


pasztet grzybowy


Składniki: 

• 500 g ugotowanego mięsa mieszanego 
• 500 g pieczarek 
• 4-6 łyżek oliwy z oliwek (jeśli mięso było bardzo chude to nawet 1-2 łyżki więcej) 
• 2 średnie cebule 
• 1-2 ząbki czosnku 
• 2 małe jajka (osobno białka i żółtka) 
• sól i pieprz 
• gałka muszkatołowa 
• majeranek 
 dodatkowo: 
• głębokie (min 5 cm) naczynie żaroodporne 

Pieczarki i cebule pokroić na ćwiartki. Dodać przeciśnięty czosnek i usmażyć na 2 łyżkach oliwy. Wystudzić. Mięso, usmażone pieczarki i cebule zmielić dwu- lub nawet trzykrotnie w maszynce do mielenia. Wymieszać dokładnie z oliwą i żółtkami. Białka ubić na sztywną pianę z dodatkiem szczypty soli. Dodać do masy mięsnej. Całość delikatnie wymieszać i doprawić do smaku solą, pieprzem, tartą gałką muszkatołową oraz majerankiem (uwaga: dodatkowo można dodać 2-4 łyżki usmażonej i zmielonej wątróbki albo kilka pokrojonych, podsmażonych pieczarek). Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą z oliwek. Włożyć przyprawioną masę mięsną i wyrównać. Wierzch posmarować odrobiną oliwy. Piec około 1 godziny w piekarniku rozgrzanym do 170-180 stopni. Wyjąć, ostudzić, kroić na plastry.

Przepis dodany do akcji Pieczarkowy Tydzień

Farro con carne, ceci e olive

… czyli kasza z pszenicy płaskurki z dodatkiem mięsa wołowego, ciecierzycy i oliwek. O zaletach i właściwościach“farro”pisałam już wcześniej tutaj; wiem, że w Polsce trudno dostać płaskurkę, ale zachęcam do zastąpienia jej kaszą orkiszową, efekt smakowy powinien być całkiem podobny. A “farro” w zestawie poniżej smakuje wyśmienicie!


farro


Składniki (na 2 porcje):  

· 1 szklanka kaszy z płaskurki 
· ½ szklanki ciecierzycy 
· 2 niewielkie plastry delikatnego mięsa wołowego 
· 1 cebula 
· 1 mały koper włoski 
· garść oliwek 
· kilka łyżek białego wina 
· kilka łyżek startego parmezanu 
· 2 ząbki czosnku 
· oliwa 
· pieprz i sól 

Ciecierzycę namoczyć kilkanaście godzin wcześniej, następnie ugotować i ostudzić (można też użyć gotowej ciecierzycy z puszki). Pszenicę płaskurkę ugotować, odcedzić, ostudzić. Cebulę i czosnek posiekać, zeszklić na oliwie na patelni. Dodać pokrojoną w kostkę wołowinę i koper włoski, smażyć przez kilkanaście minut na małym ogniu. Dodać ugotowaną kaszę z płaskurki, ciecierzycę i oliwki, wymieszać, doprawić solą i pieprzem. Dodać białe wino i trzymać na ogniu przez kilka-kilkanaście minut, aż wszystkie smaki dobrze się połączą. Dodać parmezan, wymieszać, wyłożyć na talerze. Podawać gorące.

Ragù alla salsiccia

… czyli sos przygotowany na bazie surowej kiełbasy. Ten rodzaj ragù jest bardzo popularny w Emilii-Romanii i na Sardynii. Przygotowanie sosu zajmuje trochę czasu (samo gotowanie powinno potrwać przynajmniej 2 godziny, a jeszcze najlepiej zrobić w trakcie przerwę i odstawić sos na kilkanaście godzin, by dobrze się “przegryzł), ale naprawdę warto! Trzeba się tylko dobrze zorganizować: ja zazwyczaj zaczynam przyrządzanie sosu dzień wcześniej, wieczorem, potem odstawiam ragù na całą noc, a następnie godzinę przed obiadem wstawam sos z powrotem na mały ogień; wtedy powoli nabiera on odpowiedniej konsystencji i smaku, a mi nie pozostaje nic innego, jak ugotować makaron:). Polecam przepis, wychodzi z tego ragù - palce lizać!


salsiccia


Składniki (dla 4 osób):
 
· 300 g surowej kiełbasy
· ok. 400 g przecieru pomidorowego (passata al pomodoro)
· 1 szklanka czerwonego wina
· 1 cebula
· 1 marchewka
· 1 łodyga selera naciowego
· 2 ząbki czosnku
· 1 peperoncino
· kilka - kilkanaście suszonych grzybów
· oliwa
· odrobina cukru
 
Posiekać drobno warzywa (marchewkę można zetrzeć na tarce), podsmażyć je razem z czosnkiem na oliwie. Gdy zmiękną, dorzucić na patelnię kiełbasę, rozgniecioną widelcem. Smażyć przez kilka minut, wlać wino i kontunuować smażenie, aż płyn w większości odparuje. Gdy to nastąpi, dodać przecier pomidorowy i wodę (w proporcjach 1:1), dorzucić peperoncino i suszone grzyby (moja uwaga: grzyby mogą być wcześniej namoczone, ale można też dodać suszone: ponieważ sos zostaje odstawiony na kilkanaście godzin “do odpoczynku”, to grzyby w tym czasie się namaczają i jednocześnie aromatyzują ragù). Sos trzymać na małym ogniu (pod przykryciem) przez co najmniej godzinę. Następnie zdjąć z ognia i odstawić na kilkanaście godzin (najlepiej na całą noc). Potem ponownie dusić przez godzinę. Od czasu do czasu należy zamieszać i sprawdzić, czy nic się nie przypala. Jeśli ragù ma zbyt kwaśny smak (a to zależy od jakości przecieru), można dodać odrobinę cukru. Sos powinien zgęstnieć i nabrać charakterystycznego, głebokiego smaku. Gotowe ragù wyłożyć na makaron ugotowany al dente: najlepiej sprawdzają się w tym daniu tagliatelle i pappardelle. Całość można posypać tartym parmezanem (choć, moim zdaniem, nie warto: dobrze przygotowane ragù ma w sobie tak różne nuty smakowe, że szkoda “poprawiać” je serem).
 
 

Posted in Etichette: , | 6 commenti

Klopsy z sosem pomidorowym z pieczarkami

Moje ulubione klopsy, lekko “zwłoszczone”: do mięsa dodaję zawsze sporo rozmarynu i parmezanu, a smak sosu pomidorowego podkręcam czerwonym winem wytrawnym. Ot, klopsiki, niby nic nadzwyczajnego, a wcinamy je zawsze z apetytem, aż nam się uszy trzęsą:)






Składniki (na 4 porcje):

Klopsy:
· 500 g mielonego mięsa wieprzowego
· 1 cebula
· 1 kajzerka
· mleko (ok. ¾ szklanki)
· 1 jajko
· 3-4 łyżki parmezanu
· 2 ząbki czosnku
· bułka tarta
· świeży rozmaryn (ze dwie łyżeczki)
· sól i pieprz
· papryka w proszku
· ok. 1 litr chudego rosołu
· oliwa
Sos:
· 400 g pomidorów “pelati” z puszki (krojonych, bez skórki)
· 200-250 g pieczarek
· ½ szklanki dobrego, czerwonego wina wytrawnego
· 2 ząbki czosnku
· oliwa
· sól

Bułkę porwać na kawałki, namoczyć w mleku. Czosnek, cebulę i rozmaryn drobniutko pokroić, dodać do mięsa. Do mielonego dodać także jajko, namoczoną bułkę z mlekiem, parmezan i bułkę tartą (tyle, ile trzeba, by mięso miało idealną konsysytencję do lepienia pulpetów). Doprawić solą, pieprzem i papryką (moje klopsy są dość ostre, ale to kwestia gustu). Uformować klopsy wielkości piąstki (mnie zazwyczaj wychodzi ok. 15 sztuk). Do garnka o szerokim dnie wlać łyżkę czy dwie oliwy, postawić na małym gazie i podgrzać. Włożyć klopsy i obsmażyć. Gdy się lekko zarumienią, wlać ok. 0,5 litra rosołu, przykryć i dusić na małym ogniu przez 20-30 min. Co jakiś czas obracać klopsy i stopniowo dolewać rosół, uzupełniając parujący płyn. W tym czasie przygotować sos: umyć i pokroić na plasterki pieczarki. Na patelni rozgrzać oliwę, podsmażyć drobno pokrojony czosnek. Wrzucić pokrojone pieczarki, smażyć przez kilka minut. Dodać pomidory i trzymać na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Dodawać też stopniowo czerwone wino. Po kilkunastu minutach spróbować sosu, doprawić solą i (jeśli ma odpowiedni smak i gęstość) zdjąć z ognia. Wyłożyć na talerze klopsy, polać sosem pomidorowym z pieczarkami. Podawać z ziemniakami.

Posted in Etichette: | 7 commenti

Polpettone fantasia

... czyli fantazyjna rolada z mięsa mielonego. Dobry pomysł na świąteczny obiad: "polpettone" nieźle się prezentuje, jest całkiem tanim daniem (co przy dużej ilości osób przy stole czasem ma swoje znaczenie...), no i świetnie smakuje! Ponadto roladę najlepiej przygotować dzień wcześniej, a potem tylko pokroić w plastry i siup, do piekarnika, na kilkanaście minut do odgrzania. Czyż nie jest to idealne rozwiązanie w momencie, gdy mamy mnóstwo innych spraw na głowie? Ja osobiście bardzo lubię takie logistyczne ułatwienia:) Oryginalny przepis znalazłam w publikacji „La Buona Cucina Mediterranea”, ale trochę go zmodyfikowałam. Polecam!






Składniki:

Mięso:
• 450 g mielonego mięsa (najlepiej wołowego lub wołowo-wieprzowego)
• 2 jajka
• 2 łyżki startego parmezanu
• drobno pokrojona, świeża pietruszka (wedle uznania)
• bułka tarta
• sól i pieprz
• ewentualnie inne przyprawy, w zależności od upodobań
Nadzienie:
• 2 naleśniki (przygotowane odpowiednio wcześniej)
• 100 g gotowanej szynki w plasterkach
• 50 g zielonego groszku albo/i oliwek
• sól i pieprz
Ponadto:
• 1-2 łyżki masła
• oliwa

Do mięsa mielonego dodać jajka, parmezan, pietruszkę, sól i pieprz. Zagnieść i (jeśli zachodzi taka potrzeba) dodać odrobinę bułki tartej. Dowolnie doprawić. Na papierze do pieczenia rozprowadzić równomiernie mięso, formując prostokąt (grubość mięsnego placka nie powinna przekraczać 1 cm!). na prostokącie rołożyć naleśniki, a na nich plasterki szynki. Posypać zielonym groszkiem i kawałkami oliwek oraz solą i pieprzem. Całość zwinąć w zwart rulon i owinąć go sprawnie w papier do pieczenia. Tak przgotowaną roladę ułożyć w fromie do pieczenia. Na spòd formy wlać kilka łyżek wody. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec w temp. ok. 180°C przez 40-50 min. W połowie pieczenia rozciąć papier do pieczenia, a na roladzie ułożyć kawałki masła. Zostawić mięso odkryte, tak by się ładnie przyrumieniło ze wszystkich stron. Gotową roladę wyjąć z piekarnika, ostudzić, a kilka-kilkanaście godzin później pokroić ją na plastry. Plastry ułożyć na blasze, na dno blachy wylać kilka łyżek oliwy (lub wody) i wstawić do odgrzania na kilkanaście minut do rozgrzanego piekarnika. Podawać gorące.

Ta rolada mięsna świetnie sprawdza się też jako danie piknikowe: smakuje wybornie także na zimno, jako dodatek do chleba.


Mousse di mortadella

…czyli mus z mortadeli. W tym roku pojawił się na naszym wielkanocnym stole jako konkurent dla nieśmiertelnego pasztetu:) Muszę przyznać, że jest to naprawdę smaczna przekąska i na dodatek mało pracochłonna. Jeśli ktoś nie przepada za mortadelą, może zastąpić ją gotowaną szynką, mus w takiej wersji też jest znakomity.
Inspiracją dla tego przepisu była receptura wyszperana w internetowych zbiorach „La Cucina del Corriere Della Sera”.






Składniki:

• 300 g dobrej, niezbyt tłustej mortadeli
• 200 g sera ricotta
• 50 g orzechów włoskich
• 50 g pistacji
• 50 g twardego sera pecorino lub parmezanu
• 1 łyżka łagodnej musztardy
• kilka łyżek śmietany (ja dałam jogurt naturalny)
• kilka łyżek zimnej wody
• odrobina żelatyny w proszku (ja dałam tak na oko pół łyżeczki, w oryginalnym przepisie sugerują ilość odpowiednią dla 250 ml płynu)
• sól i pieprz

Zmiksować na gładką masę mortadelę, ricottę, musztardę i jogurt. Doprawić solą i pieprzem. Dodać żelatynę rozpuszczoną w zimnej wodzie, dokładnie wymieszać. Orzechy i pistacje posiekać, ser pecorino (lub parmezan) pokroić na drobne kawałki. Wszystkie dodatki dodać do masy, wymieszać i przełożyć albo do jednej większej foremki, albo do kilku małych kokilek. Wstawić do lodówki na przynajmniej kilka godzin, tak by mus stężał. Gotowy mus podajemy jako przystawkę: jeśli przygotowany został w większej formie, przed podaniem należy wyłożyć go na talerz i pokroić na plastry.

Agnello gratinato con asparagi, carciofi e piselli

... czyli zapiekana jagnięcina ze szparagami, karczochami i zielonym groszkiem. Danie rodem z Kalabrii, bogate i wykwintne, serwowane „od wielkiego dzwonu”, zazwyczaj na wielkanocny obiad. Wyrafinowany charakter tej potrawy nie znajduje niestety odzwierciedlenia w sferze wizualnej: „agnello gratinato” prezentuje się na talerzu niezbyt estetycznie... albo to ja nie zdołałam uchwycić na zdjęciu tego, co najlepsze, musicie więc uwierzyć mi na słowo, że zapiekanka jest naprawdę pyszna. Zresztą - patrząc na składniki - czyż mogło być inaczej?






Składniki (dla 6 osób):

· 1 kg jagnięciny
· 250 gr młodych, oczyszczonych karczochów (same serca!)
· 250 gr zielonego groszku
· pęczek oczyszczonych szparagów
· 2 cebule
· 50 gr stratego parmezanu
· 50 gr stratego pecorino
· ½ litra rosołu
· 1 szklanka czerwonego wina
· 2-3 łyżki posiekanej świeżej pietruszki
· 1 łyżeczka posiekanego świeżego rozmarynu
· 3-4 kromki chleba
· 1 ząbek czosnku
· bułka tarta
· oliwa
· ocet balsamiczny
· sól i pieprz

Mięso oczyścić z tłuszczu, pokroić na kawałki.
Do dużego rondla nalać 4 łyżki oliwy, dodać posiekaną cebulę i smażyć przez chwilę. Dodać groszek, karczochy podzielone na ćwiartki i szparagi pokrojone na kawałki. Posolić, popieprzyć. Trzymać pod przykryciem na małym ogniu, dolewając stopniowo rosół (ok. 100 ml rosołu zostawić na później). Zdjąć z ognia, gdy warzywa zmiękną (moja uwaga: lepiej najpierw wrzucić karczochy, poczekać, aż leciutko zmiękną, a dopiero potem dodać groszek i szparagi, które szybciej „dochodzą”). Doprawić octem balsamicznym.
Na dużej patelni podsmażyć drugą posiekaną cebulę i czosnek. Dodać jagnięcinę, posolić, popieprzyć. Wlać czerwone wino, wymieszać i trzymać na ogniu przez ok. 20 min., aż prawie cały płyn odparuje.
Nagrzać piekarnik. Formę do pieczenia natłuścić i wysypać bułką tatrą. Kromki chleba poszarpać na małe kawałki. Połowę z nich wysypać na dno formy, następnie wyłożyć kawałki mięsa. Posypać połową rozmarynu, pietruszki, parmezanu i pecorino oraz odrobiną bułki tartej. Następnie wyłożyć warzywa, a na nie kawałki pozostałego chleba. Posypać połową rozmarynu, pietruszki, parmezanu i pecorino oraz bułką tartą. Polać 100 ml rosołu. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec w temp. 220°C przez 20-30 min., aż wierzch zapiekanki mocno się zrumieni.



Dwa smarowidła do chleba: słodkie i wytrawne

Jeśli chodzi o dodatki do chleba, to Kalabryjczyk ma zupełnie odmienne upodobania od moich. Jest on, że tak powiem, purystą i minimalistą w tej kwestii: na chleb kładzie plasterki szynki albo sera, do tego pomidor, ewentualnie sałata… i tyle. Nic więcej. Nie ma co się upierać, każda próba odmiany tylko go rozdrażnia:) Ja natomiast przepadam za wszelkiego rodzaju “smarowidłami”: rybnymi, jajecznymi, warzywnymi, grzybowymi… Te dwa poniżej to moje ulubione: jedno na ostro, z króliczych wątróbek, drugie na słodko, z owoców i czekolady.






Wytrawne smarowidło z króliczyk wątróbek

Składniki:

· 35 dkg króliczych wątróbek
· 1 duża, mięsista gruszka
· 1 mała cebula
· 2 łyżki białego wina
· 2 łyżki octu balsamicznego
· 2-3 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
· ząbek czosnku
· kilka listków świeżej bazylii
· swieża pietruszka (ilość zależy od upodobań, ja daję kilka gałązek)
· oregano i tymianek
· sól i pieprz
· dobrej jakości oliwa

Gruszkę obrać, pokroić na cząstki. Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić posiekany czosnek, pokrojoną cebulę, wątróbki i gruszkę. Smażyć na małym ogniu. Po kilku minutach dodać wino i ocet balsamiczny, posolić i popieprzyć, dodać oregano i tymianek. Smażyć przez kilkanaście minut, aż płyn częściowo odparuje, a gruszka rozpadnie sie na malutkie kawałki. Zdjąć z ognia, ostudzić. Dodać pietruszkę i bazylię, zmiksować wszystko. Dodać jogurt naturalny i łyżkę oliwy, ponownie zmisować. Ewentualnie doprawić do smaku. Odstawić w chłodne miejsce na kilka godzin.
To smarowidło świetnie sprawdza się zwłaszcza jako dodatek do “crostini”.







Słodkie smarowidło z owoców i czekolady (inspiracją był przepis z blogu Zieleniny, ale z czasem go zmodyfikowałam i dostosowałam do własnych upodobań, znacznie odbiegając od oryginału)

Składniki:

· 700-800 g słodkiej brzoskwini z puszki
· 4 miękkie gruszki
· sok z 2 cytryn
· 200 g gorzkiej czekolady
· 300 g cukru
· ¾ szklanki gęstego jogurtu naturalnego

Gruszki obrać, pokroić na cząstki. Do garnka z grubym dnem nalać odrobinę wody, włożyć owoce i zasypać je cukrem. Postawić na ogień, podgrzewać. Trzymać na małym ogniu, aż owoce zaczną rozpadać się na malutkie kawałki. Dodać jogurt i czekoladę, podgrzewać, aż wszystko dobrze się połączy. Dodać sok z cytryny, dobrze wymieszać, trzymając cały czas na ogniu. Jeśli chcemy, by smarowidło było bardziej “jednolite”, należy zdjąć masę z ognia, ostudzić, zmiksować, ponownie podgrzać i wkładać do czystych słoików. Ja zdecydowanie wolę smarowidło “chropowate”, z wyczuwalnymi kawałkami owoców, pomijam więc miksowanie, wkładam gorącą masę do słoików i dokonuje tzw. suchej pasteryzacji.
To smarowidło wykorzystuję także jako nadzienie do słodkich bułeczek.


Kurze wątróbki w sosie musztardowym zapiekane w bułce

Minęła już dekada, odkąd opuściłam mury warszawskiego uniwersytetu, a pewne wspomnienia pozostają wciąż zaskakująco żywe. Taki np. bar na Powiślu, który odkryłam przypadkowo podczas mojej pierwszej wizyty w dopiero co otwartym nowym BUWie… Szacowna bilblioteka nie miała jeszcze tego całego zaplecza komercyjnego w nowym gmachu, nic, ino książki, więc w poszukiwaniu jedzenia trzeba było wędrować po okolicy. I tak trafiłam do bardzo warszawskiego baru (niestety, nazwa wyleciała mi z głowy), w którym smunti panowie zamawiali “setę i galaretę”, pani kelnerka miała imponującą trwałą i równie imponujący biust, piwo było z pianą i zimne jak się należy, golonka mówiła, że jest świeżutka, a flaki obowiązkowo pływały w zupie po warszawsku. Charakterystyczną cechą karty dań (wypisanej na tablicy) była mnogość potraw z podrobów. I słusznie: każdy warszawiak z krwi i kości zapytany, co mu się kojarzy ze stołeczną kuchnią, wymieniłby wspomniane flaki po warszawsku, nòżki w galarecie, grzanki z móżdżkiem, ozór cielęcy peklowany, pierogi z dudkami (płuckami wieprzowymi), watróbkę smażoną z cebulą i jabłkami, kaszankę z patelni… Od razu zaznaczam: choć jestem warszawianką od pokoleń, to za podrobami nie przepadam, ale mimo to czasem trafiam na danie tego typu, które zjadam ze smakiem. Tak się zdarzyło w barze na Powiślu, gdzie z krwawej karty dań wybrałam “kurze wątróbki w sosie musztardowym zapiekane w bułce”... do tego zimne piwo… jeden łyk, jeden gryz… i przepadłam:) To było dobre, tak dobre, że jeszcze nie raz wracałam w tamto miejsce, zawsze zamawiając to samo. Lata płyną, baru już nie ma, nie mieszkam w Warszawie, tylko w Pizie, ale co z tego… I tak tęsknie za moim pokracznie pięknym miastem, za niedocenianą przez przyjezdnych stolicą, za moim domem, warszawskim domem. Czasem więc przywołuję w myślach Teosia Piecyka i proponuję mu na obiad nostalgiczne wątróbki w bulce:) “Wiadomo-stolica!”, panie Teoś:)


Zdjęcie tylko jedne i nienajlepsze, ale byłam zbyt głodna, aby zdobyć się na więcej…




(Uwaga! Receptura odtworzona metodą wspomnieniową!)
Składniki:


· 6-8 dużych bułek
· 250 g kurzych wątróbek
· 1 mała cebula
· 100 g ugotowanej kapusty
· 4 łyżki ugotowanego zielonego groszku (może być z puszki)
· 1 łyżka miodu
· 2-3 łyżki dobrej musztardy (użyłam Dijon)
· 1 łyżka octu jabłkowego
· sok z cytryny (do smaku)
· sól i pieprz
· masło (do smażenia)
· odrobina dowolnego pokrojonego sera i poszatkowanego szczypiorku (opcjonalnie)


Cebulę zeszklić na maśle, dodać kapustę, groszek i drobno pokrojone kurze wątróbki. Smażyć na małym ogniu przez ok. 10 min. Następnie dodać miód i musztradę, dobrze wymieszać, doprawić octem, sokiem z cytryny, solą i pieprzem (zalecane jest szczególnie hojne dozowanie pieprzu, całość powinna być dość mocna w smaku). Podgrzewać wszystko przez chwilę. Bułki poprzekrajać na pół, wydrążyć. Do “dolnej” części włożyć wątróbkowe nadzienie, posypać odrobiną żółtego sera i szczypiorkiem, przykryć "gòrną" częścią bułki. Włożyć do nagrzanego piekarnika i zapiekać przez 5-10 min, aż bułka lekko zbrązowieje. Podawać z dobrze schłodzoną wódką lub piwem:)


W odpowiednich okolicznościach przyrody jest to niebo w gębie, proszę szanownych Państwa:)


Urodziny Warszawy


Posted in Etichette: , | 8 commenti

Kreplach w rosole

Kreplach to tradycyjne pierogi żydowskie wykonane z ciasta krajanego najczęściej w kwadraty (czasem w krążki), napełnione farszem z gotowanego mięsa i składane w trójkąt. Mogą być gotowane lub smażone i podawane w zupie albo oddzielnie. Moja druga propozycja w ramach Festiwalu Kuchni Żydowskiej to klasyczne kreplach w rosole. Wyszły bardzo smaczne, tylko trochę za duże, ale to wina pośpiechu, z jakim przygotowywałam obiad: przyznaję, poszłam na skróty i ulepiłam większe pierogi:) W każdym razie, gwoli prawdy zaznaczam, że ortodoksyjne kreplach powinny być trochę mniejsze...




Składniki:


Na ciasto:
· 1 szklanka mąki
· 1 jajko
· sól
· odrobina gorącej wody

Na farsz:
· szklanka mielonego mięsa (rodzaj mięsa – wedle uznania)
· łyżka posiekanej cebuli,
· sól, pieprz, dowolne przyprawy ziołowe
· olej do smażenia

Dodatkowo: 1 litr wcześniej przygotowanego rosołu.

Mięso i cebulę podsmażyć na oleju. Dodać przyprawy, wymieszać, odstawić do ostygnięcia. Z mąki i jajka wyrobić dość miękkie ciasto; jeśli trzeba - dolać gorącej wody. Rozwałkować bardzo cienko i wykrawać kwadraty. Na środek nakładać przygotowany farsz mięsny. Lepić trójkątne pierogi i gotować w osolonej, wrzącej wodzie. Podawać w gorącym rosole.

Inspirację do tego przepisu znalazłam na różnych stronach internetowych, a przede wszystkim tutaj.

Posted in Etichette: , | 8 commenti

Kuskus z kurczakiem i warzywami

Podobno w świecie muzułmańskim ziarenka kuskusu są symbolem szczęścia i bogactwa. Dzielenie się kuskusem symbolizuje także otwartość na ludzi i poczucie wspólnoty. Z przyczyn oczywistych nie mogę się z Wami podzielić samym kuskusem (świat wirtualny niestety nie jest doskonały:) ), ale za to przepisem tak, bez problemu i z wielka przyjemnością. Każdy ma jakąś ulubioną wersję kuskusa, moja pachnie bazylią i kurczakiem i drażni podniebienie ostrym smakiem pieprzu. Polecam!





Składniki (na 3-4 porcje):

· 20 dkg kuskusu
· 20 dkg kurczaka
· 1 cebula
· 2 pomidory
· 1 ogórek małosolny
· 1 papryka
· sok z 1 cytryny
· pęczek świeżutkiej bazylii i koperku
· zioła prowansalskie
· sól i pieprz
· oliwa

Kuskus przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu (ja zazwyczaj zalewam kuskus wrzącą wodą w proporcjach 1:3). Gdy zacznie pęcznieć, dodać sok z cytryny. Wszystkie warzywa oczyścić i pokroić, najlepiej w kostkę. Bazylię i koperek posiekać. Cebulę i kurczaka podzielonego na małe cząstki podsmażyć na oliwie, doprawiając solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Kuskus wymieszać z warzywami i kurczakiem, dodając na końcu bazylię i koperek. Doprawić delikatnie solą i hojnie sypnąć pieprzem. Odstawić na godzinę, by wszystkie smaki dobrze się przegryzły.




Kurczak w pikantnym sosie pomidorowo-miodowym

To jeden z tych przepisów spisanych na karteluszkach i od wielu lat czekających na swoje pięć minut :). I gdy któregoś dnia naszła nas ochota na coś pikantnego, to końcu po niego sięgnęłam. Kurczak wyszedł bardzo apetyczny, ale oprocz smaku zachwyciło mnie też szybkie tempo, w jakim się go przygotowuje. Raz, dwa i gotowy. Akurat nie miałam ochoty na dłuższe pichcenie i bardzo mi to odpowiadało. Polecam!

Składniki:

· 50 dkg kurczaka (udka, skrzydełka, piersi itp.)
· 250 ml przecieru pomidorowego
· 3 ząbki czosnku
· 3 łyżki miodu
· 2 łyżki musztardy dobrej jakości
· 2 łyżki octu jabłkowego
· 2 łyżki oliwy
· 1 łyżeczka imbiru
· 1 suche pepperoncino
· pikantna przyprawa węgierska do kurczka (ewentualnie można zastąpić sproszkowaną papryką)
· sól i pieprz do smaku
· oliwa do smażenia

Kurczaka natrzeć przyprawą węgierską. Na patelni rozgrzać oliwę i obsmażyć mięso, aż straci różowy kolor. Przygotować sos: dokładnie wymieszać przecier pomidorowy z posiekanym czosnkiem, miodem, octem, oliwą, musztardą i rozkruszonym pepperoncino. Doprawić solą i pieprzem. Sos dodać do kurczaka, poczekać, aż się zagotuje, zmniejszyć ogień i dusić przez jakies 20-30 minut, dodając w razie potrzeby odrobinę wody. Tak przygotowanego kurczaka można podawać od razu, polanego sosem (tak jak ja to zrobiłam i uwieczniłam na zdjęciu) lub też poddać go dalszej obróbce. Można bowiem usunąć kości, podzielić mięso na mniejsze włókna i ponownie wymieszać je z sosem. Tak przygotowaną potrawkę można podawać z ziemniakami lub ryżem. Można też potraktować otrzymaną masę jako nadzienie do przekładania ciepłych bułeczek, które dzięki temu prostemu zabiegowi przekształcą się w apetyczne burgery z pikantnym kurczakiem.


Posted in Etichette: | 2 commenti

Youvetsi

... czyli kasza jęczmienna z jagnięciną i pomidorami. Kolejny przepis (tym razem grecki) od Tessy Kiros z jej przepięknej książki „Falling cloudberries. Ricette di famiglia dal mondo”. Bardzo proste, a jednocześnie niesłychanie aromatyczne danie „jednogarnkowe”. Najwięcej zachodu może wymagać znalezienie młodej, świeżej baraniny, w ogóle jakość wszystkich składników odgrywa niebagatelną rolę w tym kulinarnym przedsięwzięciu. Warto jednak się postarać, bo efekt jest naprawdę satysfakcjonujący. Degustacja tej prostej potrawy to czysta przyjemność, a jeśli dodamy do tego kawałek fety czy "ricotta salata" oraz kieliszek znakomitego czerwonego wina, to mamy w komplecie wszystkie najciekawsze "sapori di Mediterraneo"... Tylko jakby to powiedzieć po grecku?



Składniki (na 4-6 osób):

· 80 dkg jagnięciny
· 40 dkg kaszy jęczmiennej
· 60 dkg pomidorów z puszki
· 30 g masła
· 2 cebule (najlepiej czerwone; ja dodałam jeszcze kawałek pora)
· 3 łyżki oliwy
· 2 ząbki czosnku
· 1 litr wrzącej wody
· ser pecorino, lub parmezan, lub kefalotiri (u mnie pół na pół parmezan i pecorino)
· kawałek cynamonu (albo szczypta cynamonu sproszkowanego)
· świeży rozmaryn (to mój dodatek, w oryginalnym przepisie go nie było)
· sól i pieprz

Jagnięcine pokroić na małe kawałki, podsmażyć na oliwie na patelni. W oddzielnym, żaroodpornym naczyniu podsmażyć na maśle poszatkowaną cebulę i czosnek, następnie dodać mięso i pomidory (jeśli są one w całości lub w większych kawałkach, należy rozgnieść je widelcem). Dodać masło i cynamon, wymieszać, doprawić solą, pieprzem i rozmarynem. Podgrzewać przez 5 minut, aż całość ładnie zabulgocze, po czym zalać litrem wrzącej wody. Naczynie zakryć pokrywką i wstawić do dobrze nagrzanego piekarnika (ok. 180°C) na kilkanaście minut, tak aby mięso zmiękło. Kaszę jęczmienną przepłukać wodą i osuszyć. Wyjąć naczynie z pieca, wsypać kaszę, wstawić ponownie do piekarnika i piec tak długo, aż kasza zmięknie (u mnie trwało to ok. 30 minut, ale wszystko zależy od rodzaju kaszy, generalnie należy liczyć, że potrzeba będzie dwa razy więcej czasu niż podczas zwykłego gotowania w wodzie). W razie potrzeby dolewać gorącej wody do sosu. Przed podaniem posypać serem i rozmarynem.

Niby nic nadzwyczajnego, a danie bardzo smakowite! Zrobiłam z połowy składników, porcja niby na trzy osoby, a we dwójkę spałaszowaliśmy ją rach-ciach. Wcinaliśmy, aż nam się uszy trzęsły :)


Pasztet drobiowo-cielęcy

Pasztet robię w każde święta i to zawsze w większej ilości, tak by zostało co nieco i na poświąteczne dni:) Do tego przepisu doszłam metodą prób i błędów, bardzo lubię w nim dodatek śliwek lub wiśni, to nadaje całości bardziej wyrafinowany charakter. Jednak jeśli ktoś zapomni o dodaniu owoców, jak to się zdarzyło niżej podpisanej w tym roku (głowę to ja chyba miałam w chmurach, jak się krzątałam przy tym wypieku...), to nic nie szkodzi, pasztet i tak wychodzi fantastyczny!




Składniki:
  • 30 dag wątróbki drobiowej
  • 30 dag cielęciny
  • dwie kajzerki
  • pół szklanki jogurtu
  • dwa jaja
  • dwie łyżki mąki ziemniaczanej
  • jeden listek laurowy
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • kilka ziaren pieprzu
  • kilka goździków
  • sól
  • pieprz
  • tymianek
  • oregano
  • 2 marchewki
  • 1 koper włoski
  • 1 nać selera
  • sliwki lub wisnie (suszone, konserwowe, z zalewy itp., dowolne w dowolnej ilości)
  • mleko do namoczenia wątróbki i bułek
  • masło do smażenia

Zalać mlekiem watrobke i bułki (osobno). Na patelni rozgrzać masło, podsmażyć cebulę i seler oraz wymoczoną w mleku wątróbkę i cielęcinę. Mięso, bułkę, przyprawy, marchew i koper włoski zemleć razem dwa razy. Do masy dodać pozostałe składniki, wymieszać, doprawić solą i pieprzem. Wrzucić śliwki lub wiśnie, wymieszać. Przełożyć do wysmarowanej masłem i wysypaną bułką tartą formy, włożyć do naczynia z wodą, a całość wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 200 C. Piec godzinę, uzupełniając wodę.




Gołąbek leniwej gospodyni

Bardzo lubię gołąbki, takie tradycyjne, z mięsem, ryżem czy kaszą i sosem pomidorowym. Jest to także jedno z tych polskich dań, za którymi mój Kalabryjczyk po prostu przepada, więc ta potrawa często u nas gości, zwłaszcza gdy ckni mi się za domem... Jednak proza życia wielokrotnie daje znać o sobie i stawia przede mną przeszkody o wysokim stopniu trudności, jak np. kupienie całej, podkreślam, całej główki kapusty o dobrych, mięsistych liściach. W Pizie nie jest to takie proste, o nie! Wielokrotnie przekonywałam się, że nasza swojska kapusta jest dość egzotycznym towarem pod Krzywą Wieżą, więc zakup tego warzwnego dobra wprawia mnie zawsze w stan euforyczny:) Ostatnio jednak spotkała mnie niemiła niespodzianka: piękna główka kapusty okazała się bladozielonym, kulistym badziewiem, które po kilku minutach delikatnego obgotowywania rozpadło się na setki kawałków. Cóż było robić, brak liści kapusty oznaczał brak tradycyjnych gołąbków, a to był zaiste okrutny cios dla mojego podniebienia:) Wtedy jednak przypomniałam sobie o przepisie na gołąbki, który jakiś czas temu wypatrzyłam w „Kuchni kresowej z Podlasia” A.E. Stawskiej i uznałam, że oto nadszedł odpowiedni moment, by go wypróbować. W kuchni podlaskiej tradycyjnych gołąbków nie gotuje się, a zawsze wypieka się je w piecu, zalewając bulionem warzywnym, wywarem z grzybów lub innymi sosami. ”Gołąbek leniwej gospodyni” to idealne danie dla osób, które nie mogą lub po prostu nie chcą formować osobnych gołąbków, wszystko polega bowiem na ukłożeniu na przemian kolejnych warstw i zapieczeniu ich w piekarniku. Dla mnie było to idealne danie awaryjne, istny „gołąbek zdesperowanej gospodyni”:) I na dodatek bardzo, bardzo apetyczny...


Składniki:

· 1 główka kapusty
· 25 dkg mięsa mielonego
· 2 jajka
· 1 cebula
· 1 marchewka
· 3\4 szklanki kaszy gryczanej
· 2 łyżki tartej bułki
· 3-4 łyżki mąki
· 3\4 szklanki mleka
· 1 łyżka musztardy
· sól, pieprz, tymianek, oregano
· oliwa

Kapuste obrać z wierzchnich liści, wyciąć głąb, włożyć do garnka z wrzącą osoloną wodą, przykryć pokrywką i gotować na wolnym ogniu przez ok. 15 min. Kapustę wyjąć, odcedzić, ostudzić. Rozdzielić liście (w moim przypadku były to kawałki liści...) i odciąć zgrubiały nerw.
Przygotować farsz: cebulę i marchew pokroić, podsmażyć na oliwie na patelni. Dodać mięso mielone i dusić na wolnym ogniu. Dodać przyprawy, a następnie rozbełtane jajko i bułkę tartą. Dokłanie wymieszać i zdjąć z ognia. Ugotować kaszę gryczaną, odcedzić, wymieszać z mięsem.
Przygotować sos-zalewę: mleko dokładnie wymieszać z mąką, jajkiem i musztardą. Posolić i popieprzyć do smaku.
W naczyniu do zapiekania układać warstwami liście kapusty i farsz mięsny, aż do wyczerpania składników, przy czym całość powinna być na końcu przykryta liśćmi. Ponadto każdą warstwę kapusty należy polać sosem musztardowym. Posypać tymiankiem i oregano, wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok. 40-45 min. w temp. 170-190°C.



Pomarańczki komisarza Montalbano

Andrea Camilleri to znany, współczesny powieściopisarz włoski, któremu sławę przyniósł cykl kryminałów rozgrywających się w fikcyjnym sycylijskim miasteczku Vigata. Głównym bohaterem tych książek jest miejscowy komisarz policji Salvo Montalbano (warto zaznaczyć, że to nazwisko jest swoistym hołdem twórcy postaci dla katalońskiego pisarza Manuela Vázqueza Montalbána). Rysując charakterystyczne, sycylijskie tło obyczajowe, Camilleri często wykorzystuje własne doświadczenia i wspomnienia. W akcję swoich powieści regularnie wplata opisy dań, które, jak sam przyznaje, są przypomnieniem tego, jak gotowała jego babcia Elwira. Dlatego też jego bohater komisarz Montalbano jest wielkim smakoszem i wielbicielem kuchni regionalnej. W każdej książce trafimy na opisy jego posiłków, a czasem nawet na cały przepis na jakieś typowe danie kuchni sycylijskiej. Jednym z nich są "arancini", które pojawiają się w opowiadaniu „Gli arancini di Montalbano” („Pomarańczki komisarza Montalbano”,1999, zbiór opowiadań). Nie będe tutaj strzeszczała akcji, wspomnę tylko, że potrawa ta jest tak kusząca, iż Salvo Montalbano w sylwestrowy wieczór zostawia na lodzie swoją narzeczoną Liwię i zamiast bawić się z nią w Paryżu, wita Nowy Rok w domu służącej Adeliny – i to dlatego, że ta przygotowała na tę okazję wspaniałe "arancini"...


Składniki (na 8 pomarańczek, każda o wadze ok. 150 g):

· 200 g mielonego mięsa wołowego i wieprzowego (w proporcjach pół na pół)
· 1 szklanka białego wina
· 1 cebula
· 200 g sosu pomidorowego lub 100 g dobrego koncentratu pomidorowego
· 1 łodyga selera naciowego
· 1 duża marchewka
· 100 g zielonego groszku z puszki
· 1-2 ząbki czosnku
· 20 g startego parmezanu
· 1 litr rosołu
· 1 jajko
· 250 g ryżu
· 1 mozzarella pokrojona w kostkę
· świeża pietruszka i bazylia,
· sól, pieprz
Poza tym:
· oliwa (do ragù)
· masło (do risotta)
· olej (do końcowego smażenia)
· jajko, mąka, bułka tarta (do obtaczania arancini przed smażeniem)

Dzień wcześniej przygotowujemy ragù: na maśle posmażyć cebulę i czosnek. Dodać mięso. Gdy zacznie „tańczyć” na patelni, dodać seler pokrojony na kawałki, marchewkę startą na tarce, sos pomidorowy, posiekaną pietruszkę i bazylię. Dusić na małym ogniu przez ok. 3 godz. Pół godziny przed końcem dodać pół szklanki białego wina i zielony groszek. Gdy sos jest gotowy, zdjąć z ognia i ostudzić.
Następnego dnia przygotować podstawową wersję risotta: kawałek masła rozpuścić na patelni, dodać ryż, wymieszać i dusić przez ok. 25 minut dolewając stopniowo rosół. Pod koniec dodać pół szklanki białego wina i parmezan. Wszystko dobrze wymieszać, doprawić solą i pieprzem. Gdy risotto jest gotowe, zdjąć z ognia i ostudzić. Do ostudzonego risotta wbić jedno jajko, wymieszać. Z powstałej masy formować placuszki. Na środek każdego z nich kłaść łyżkę ragù i kawałki mozzarelli, formować kule o kształcie gruszki. Ważne jest, aby przed ulepieniem każdej „pomarańczki” opłukać dłonie, w przeciwnym wypadku wszystko będzie się kleić... Gotowe arancini obtoczyć najpierw w mące, potem w roztrzepanym jajku i bułce tartej. Smażyć na rozgrzanym, głębokim oleju, dopóki nie nabiorą charakterystycznego pomarańczowego koloru. Ostudzić przez chwilę. Podawać ciepłe, ale nie gorące.


Dodam jeszcze, że ja nie wykorzystałam całego ragù, które zostało przyrządzone do tych pomarańczek. Została mi mniej więcej połowa, którą podałam później z makaronem. A osobom zainteresowanym oryginalną recepturą Adeliny podaję poniżej fragment książki, w którym przedstawiony jest jej przepis. Nie dysponuję niestety polskim tłumaczeniem...

Gesù, gli arancini di Adelina! Li aveva assaggiati solo una volta: un ricordo che sicuramente gli era trasùto nel Dna, nel patrimonio genetico. Adelina ci metteva due jornate sane sane a pripararli. Ne sapeva, a memoria, la ricetta. Il giorno avanti si fa un aggrassato di vitellone e di maiale in parti uguali che deve còciri a foco lentissimo per ore e ore con cipolla, pummadoro, sedano, prezzemolo e basilico. Il giorno appresso si pripara un risotto, quello che chiamano alla milanisa (senza zaffirano, Pi carità!), lo si versa sopra a una tavola, ci si impastano le ova e lo si fa rifriddàre. Intanto si còcino i pisellini, si fa una besciamella, si riducono a pezzettini ‘na poco di fette di salame e si fa tutta una composta con la carne aggrassata, triturata a mano con la mezzaluna (nenti frullatore, Pi carità di Dio!). Il suco della carne s’ammisca col risotto. A questo punto si piglia tanticchia di risotto, s’assistema nel palmo d'una mano fatta a conca, ci si mette dentro quanto un cucchiaio di composta e si copre con dell’altro riso a formare una bella palla. Ogni palla la si fa rotolare nella farina, poi si passa nel bianco d'ovo e nel pane grattato. Doppo, tutti gli arancini s'infilano in una padeddra d’oglio bollente e si fanno friggere fino a quando pigliano un colore d'oro vecchio. Si lasciano scolare sulla carta. E alla fine, ringraziannu u Signiruzzu, si mangiano! Montalbano non ebbe dubbio con chi cenare la notte di capodanno. Solo una domanda l’angustiò prima di pigliare sonno: i due delinquenti figli d’Adelina ce l'avrebbero fatta a restare in libertà fino al giorno appresso? (da "Gli arancini di Montalbano", Mondadori, 1999)