Cantucci al caffè e anice
Posted On 6.12.2013 at a piątek, grudnia 06, 2013 by Konsti
Wczoraj zaczęłam przedświąteczną “produkcję” różnorakich ciasteczek, które znajdą się w paczuszkach-podarunkach dla przyjaciół i znajomych. W tym roku w paczuszkach będą tradycyjnie "girandole", pierniczki i kruche aniołki z kawałkami gorzkiej czekolady, a także jedno ciasteczkowe “new entry”: "cantucci al caffè e anice" czyli słodkie sucharki o charakterystycznym smaku kawy i anyżku. Bardzo ciekawe połączenie, "cantucci" pierwsza klasa! Inspirację znalazłam tutaj. Polecam, idealne do kawy:)
Składniki:
· 600 g mąki
· 2 jajka
· 200 g cukru
· 50 g oliwy
· 250 g obranych orzechów i migdałów
· 3 łyżeczki proszku do pieczenia
· skórka otarta z 1 cytryny
· 1 filiżanka mocnego espresso
· 1 łyżkeczka kawy rozpuszczalnej
· 1 kieliszek likieru anyżkowego
· 5 g nasion anyżku
· szczypta soli
Ze wszystkich składników (oprócz bakalii) wyrobić gładkie ciasto. Następnie posiekać orzechy i migdały i połączyć je z ciastem. Uformować wałki o szerokości 4-5 cm i wysokości 2-3cm. Wyłożyć je na dużą blachę i piec w nagrzanym piekarniku przez 20-25 min. w temperaturze 180 stopni. Po tym czasie wyciągnąć je z piekarnika, lekko ostudzić, pokroić ostrym nożem na jednocentymetrowe kawałki, ułożyć z powrotem na blasze i ponownie piec przez 30-35 min., tym razem w niższej temperaturze, bo w 160 stopniach. Zostawić do ostudzenia w zamkniętym piekarniku.
Maślane ciasto drożdżowe (barwione kurkumą)
Posted On 28.11.2013 at a czwartek, listopada 28, 2013 by Konsti
Typowe maślane ciasto drożdżowe, które dzięki dodatkowi kurkumy ma przyjemny żółciutki kolor. Przepis z karteluszka, ale sam proces wyrabiania i wyrabiania ciasta (ostrzegam, trzeba uzbroić się w cierpliwość) podpatrzyłam kilka lat temu na blogu Kwestia smaku - teraz tylko w ten sposób przygotowuję ten wypiek. Polecam, warto dłużej czekać;)
Przepraszam za zdjęcie robione w półmroku (ach, te listopadowe kilmaty!)… trochę rozjaśniłam fotkę, ale efekt nie jest najlepszy. Kiepski ze mnie grafik i tyle.
Przepraszam za zdjęcie robione w półmroku (ach, te listopadowe kilmaty!)… trochę rozjaśniłam fotkę, ale efekt nie jest najlepszy. Kiepski ze mnie grafik i tyle.
Składniki:
• 400-450 g mąki tortowej
• 25 g świeżych drożdży
• 170 g masła
• 100 ml ciepłego mleka
• 2 jajka
• 100 g cukru
• sok z jednej cytryny
• kilka łyżek gęstego jogurtu naturalnego
• szczypta soli
• szczypta kurkumy (nie przesadzać, bo kurkuma bardzo silnie barwi ciasto)
• opcjonalnie: dowolne bakalie (u mnie: suszone morele i papaja) i mak do posypania ciasta
Drożdże pokruszyć, dodać ciepłe mleko, 1 łyżkę cukru i 1 łyżkę mąki. Wymieszać i odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia.
Przesiać 400 g mąki do dużej misy, dodać cukier, sól, kurkumę i rozczyn z drożdży. Wymieszać drewnianą łyżką i wbić jajka. Dodać sok z cytryny i 2-3 łyżki jogurtu, następnie wyrabiać ciasto ręcznie przez około 10 min. Później dodać kawałki miękkiego masła i wyrabiać kolejne 5-10 min. Jeśli zachodzi taka konieczność, dosypać trochę mąki lub dodać odrobinę jogurtu. Ciasto ma być gładkie i elastyczne. Pod koniec wyrabiania dodać bakalie.
Przykryć miskę z ciastem ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1,5 godz. Następnie odgazować ciasto, krótko zagnieść ręką, włożyć miskę do foliowego worka i wstawić do lodówki na całą noc. Rano wyjąć ciasto z lodówki i krótko zagnieść. Zostawić na ok.1,5 godz., aż ciasto się zagrzeje. Następnie przełożyć ciasto do formy (uprzednio natłuszczonej i wysypanej mąką) i znów pozostawić do wyrośnięcia na 1,5 godz.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Wyrośnięte ciasto delikatnie posmarować jogurtem, posypać makiem i wstawić do piekarnika. Piec przez 20-30 min. na złoty kolor.
Pan tramvai
Posted On 21.11.2013 at a czwartek, listopada 21, 2013 by Konsti
… czyli rodzaj półsłodkiego chleba na zakwasie naszpikowanego rodzynkami. Wypiek ten, wywodzący się z Mediolanu i okolic, rozpowszechniony został pod nazwą “chleb tramwajowy”. A dlaczego? By na to odpowiedzieć, trzeba cofnąć się do lat 80-tych i 90-tych XIX wieku, kiedy to po Mediolanie jeździł tramwaj parowy – dawny pojazd szynowy, napędzany maszyną parową. Ponieważ służył on do komunikacji miejskiej, mógł rozpędzać się jedynie do 15 km na godzinę, a zazwyczaj i tak jeździł wolniej: przejechanie całej trasy, z jednego końca miasta na drugi, zajmowało więc sporo czasu, zazwyczaj ok. 5 godzin! Pamiętajmy, że zadaniem tramwaju było obsłużenie jak największego obszaru, dlatego trasa przejazdu miała dość skomplikowany przebieg, kluczyła, zawracała, zbaczała do okolicznych wsi i miasteczek. Nic więc dziwnego, że osoby podróżujące tramwajem zaopatrzone były w prowiant i bardzo często posilały się właśnie półsłodkim chlebkiem z rodzynkami. Niektórzy wypiekali go sami w domu, inni kupowali go na stacjach i przystankach. Podobno czasem przy zakupie biletu tramwajowego zamiast reszty można było dostać właśnie “pan tramvai”…
Kontynuując wątek tramwajowy dodam jako ciekawostkę, że na odcinkach o większym zaludnieniu przejazd tramwaju obwieszczany był przez tzw. “trombettiere”, czyli trębacza, który ostrzegał ludność o rozpędzonej maszynie. Tramwaje parowe były w Europie bardzo popularne i szybko zastąpiły tramwaje konne. Z czasem jednak zyskały groźnego konkurenta: na początku XX w. zaczęły być one wypierane przez tramwaje elektryczne. Do lat 20-tych w Europie zlikwidowano praktycznie wszystkie trakcje parowe. Ale nie linię mediolańską! Trakcja parowa w Mediolanie i okolicach, największa tego typu włoska sieć tramwajowa, przetrwała zarówno “rewolucję elektryczną” okresu międzywojennego, jak i II wojnę światową, i działała aktywnie aż do likwidacji w latach 50…
“Pan tramvai” został zapomniany na kilkadziesiąt lat, ale teraz powraca na fali nostalgii. Prowincja Monza i Brianza (położona 12 km na północ od Mediolanu) wybrała właśnie ten wypiek jako symbol kulinarny kolejnej wystawy światowej Expo 2015, która odbędzie się w Mediolanie.
A jak ktoś ma ochotę na przejazd tramwajem parowym, to informuję, że jeden z niewielu zachowanych na świecie czynnych tramwajów parowych jeździ w Brnie, czyli całkiem blisko, u naszych czeskich sąsiadów:)
Za przepis dziękuję autorce bloga Ricettosando. A odkryłam go dzięki inicjatywie Na zakwasie i na drożdżach (lista z października 2013). Dziewczyny, dziękuję za inspirację i za miłą podróż w przeszłość!
Składniki:
· 400 g mąki
· 180 aktywnego, silnego zakwasu (u mnie: zakwas pszenny)
· 200 g rodzynek
· otarta skórka z cytryny
· 100 g wody
· 100 g mleka
· 50 g masła
· 2 łyżeczki cukru lub miodu (ja dałam 2 łyżki cukru)
· 2 łyżeczki soli (dałam tylko jedną)
· 50 g oliwy
Rodzynki namoczyć w ciepłej wodzie, odcedzić, osuszyć.
Masło rozpuścić i wymieszać z wodą i mlekiem. Dodać zakwas, a następnie przesianą mąkę, cukier, sól i skórkę cytrynową. Zagnieść elastyczne ciasto. Dodać rodzynki i ponownie zagnieść ciasto. Odstawić pod przykryciem w naoliwionej misce na ok. 12 godz. Następnie przełożyć ciasto do 2 nasmarowanych oliwą keksówek i ponownie odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia na kolejne 12 godz. (ja nie korzystałam z keksówek, uformowałam bochenek i odstawiłam do wyrośnięcia w koszyku). Piec z parą w temp. 200°C przez ok. 30 min.
Cannelloni fatti in casa ripieni di cavolo nero e ricotta
Posted On 11.11.2013 at a poniedziałek, listopada 11, 2013 by Konsti
… czyli domowe cannelloni nadziewane farszem z jarmużu i ricotty. Najczęściej rurki makaronowe nadziewa się farszem z mięsa mielonego i pomidorów, ale istnieją też (i to liczne) jarskie “wariacje na temat”. Można na przykład przygotować pyszne nadzienie ze szpinaku i ricotty, można też pójść krok dalej i zastąpić szpinak jarmużem… Ja tak zrobiłam i bardzo jestem zadowolona z rezultatu! Wahałam się tylko chwilę, czy nie użyć sosu beszamelowego do zapiekania makaronu, ale ostatecznie zdecydowałam się na sos pomidorowy: wersja zdecydowanie lżejsza i mniej kaloryczna. Przy przekładaniu makaronu na talerz rurki zazwyczaj lekko się spłaszczają, ale cóż, domowy makaron jest miękki i delikatny, a jeszcze gorący łatwo się deformuje. Efekt wizulany nie jest więc może zadowalający, ale ten smak… niebo w gębie! Wybaczcie słabą dokumentację fotograficzną, ale para znad makaronu i pokrzykiwania głodnego męża uniemożliwiły mi zrobienie lepszego zdjęcia:)
Składniki (na ok. 12 cannelloni, obfita porcja dla 2 osób):
Ciasto na makaron:
· 170-180 g mąki z pszenicy durum
· 1 jajko
· kilka łyżek zimnej wody
Farsz:
· 250 g świeżego jarmużu
· 250 g sera ricotta
· 4 łyżki startego parmezanu
· 1 ząbek czosnku
· 1 łyżka oliwy
· kilka orzechów włoskich
· sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Ponadto:
· 1 mozzarella
· 1,5 szklanki ulubionego sosu pomidorowego (lepiej, żeby był dość rzadki)
Na stolnicę wsypać przesianą mąkę. Ręką zrobić wgłębienie, dodać jajko i wodę. Zagnieść ciasto i wyrabiać do momentu, kiedy będzie gładkie i elastyczne. Kulę ciasta podzielić na 2-3 części, każdą cienko rozwałkować. Następnie wycinać paski (moje miały wymiary 6x10 cm). Odstawić w suche miejsce pod przykryciem. Przygotować farsz: umyć liście jarmużu, pokroić na kawałki i ugotować we wrzątku. Odcisnąć na sitku. Dodać czosnek i posiekane orzechy, zmiksować wszystko razem (ale nie na gładką masę, powinna być “chropowata”). Dodać ricottę, starti parmezan i oliwę, wymieszać, doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Nakładać farsz na prostokąty ciasta i rolować jak naleśniki. Układać w żaroodpornym naczyniu płasko jeden obok drugiego. Polać szklanką sosu pomidorowego (uwaga: jeśli sos pomidorowy jest gęsty, należy rozrzedzić go wodą). Wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiekać przez 25 min w temp. ok. 180°C. Po 15 minutach wyjąć na moment formę z pieca i polać cannelloni pozostałym sosem pomidorowym. Większość sosu pomidorowego powinna zostać wchłonięta przez makaron, a wierzch rurek powinien stać się lekko chrupiący. 2-3 minuty przed końcem pieczenia ponownie wyjąć na chwilę naczynie i posypać makaron kawałkami pokrojonej mozzarelli. Gotowe canelloni wykładać na talerze (podczas przekładania z formy rurki mogą lekko się spłaszczyć, ale nie należy się tym przejmować, taki urok tego domowego makaronu). Podawać gorące.
Pasta con il cavolo nero
Posted On 29.10.2013 at a wtorek, października 29, 2013 by Konsti
… czyli makaron z jarmużem toskańskim. We Włoszech potrawy z tym warzywem kojarzone są z reguły z regionem Toskania, co sugeruje nam zresztą polskie tłumaczenie włoskiej nazwy jarzyny... W dawnej Pizie jesienią jadano z jarmużem przede wszystkim grzanki (“crostini di cavolo nero”), zupy (“zuppa di cavolo nero alla pisana”) i makaron. Ja bardzo lubię jarmuż toskański, w smaku przypomina mi skrzyżowanie szpinaku z botwiną. Bez żadnych oporów przygotowałam więc jedno z tradycyjnych dań kuchni pizańskiej, "pasta con il cavolo nero". Wyszło pyszne, jutro robię powtórkę:)
Składniki (dla 4 osób):
· 1 kg jarmużu
· 350-400 g makaronu (najlepsze byłyby spaghetti lub penne)
· 1 mała cebula
· 4 ząbki czosnku
· 2 łyżeczki soku z cytryny
· kilka łyżek mleka
· oliwa
· sól i pieprz
· starty parmezan lub pecorino
Umyć liście jarmużu, usunąć twarde łodygi i pokroić na paseczki. Przełożyć na sito i przelać wrzątkiem. Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić posiekany czosnek i cebulę, smażyć przez kilka minut. Dodać sparzony jarmuż, doprawić solą i pieprzem, dodać kilka łyżek mleka i smażyć mieszając przez następnych kilka minut. Pod koniec dodać sok z cytryny i ponownie doprawić solą i pieprzem. Makaron ugotować al dente, odcedzić i dodać do jarmużu. Podgrzać przez chwilę, mieszając dokładnie. Wyłożyć na talerze, posypać startym serem i podawać od razu.
Południowy chleb na płynnym zaczynie (Söder White Leaven)
Posted On 26.10.2013 at a sobota, października 26, 2013 by Konsti
Chleb, który pięknie wyrasta, ma chrupiącą skórkę i lekko wilgotny miąższ. Długo zachowuje świeżość. Przepis jest stosunkowo prosty, jeśli ma się już pewną wprawę w wypiekach na zakwasie. Jak zapewnia autorka blogu Zapach chleba, można zaokrąglić ilości składników i piec intuicyjnie:). Potwierdzam, piekłam “na oko” i wszystko poszło jak z płatka. Nie mam, niestety, zdjęć chleba w przekroju: awaria techniczna, że tak powiem, skasowałam przez przypadek wyselekcjonowane fotki… Ale z zewnątrz bochen też nieźle się prezentuje, prawda?
Składniki:
Na zaczyn:
· 1 część (34 g) aktywnego zakwasu 100% hydracji (dałam pszenny)
· 6 części (204 g) wody
· 5 części (165 g) mąki pszennej chlebowej
Składniki zaczynu zmieszać i pozostawić w temp. pokojowej na 12-16 godzin.
Na ciasto:
· 1 część (369 g) zaczynu (cały zaczyn minus 2 łyżki zaczynu do rozmnożenia na następny chleb)
· 1 część (369 g) wody
· 2 części (738 g) mąki pszennej chlebowej
Składniki ciasta zmieszać i pozostawić do autolizy na 20 minut. Po tym czasie dodać 2,5 łyżeczki soli i wyrobić dokładnie ciasto. Pozostawić do wyrośnięcia na 2-2,5 godziny w tym czasie odgazować dwukrotnie ciasto składając na blacie. Uformować bochenek i ułożyć w koszu do wyrastania wyłożonym płótnem i wysypanym dokładnie mąką (dałam też trochę ziaren słonecznika). Ciasto wyrasta około dwóch godzin. Prawie podwaja objętość. Wyrośnięty bochenek przełożyć na gorący kamień (użyłam blachy z piekarnika) i piec w piekarniku nagrzanym do 240 stopni, z parą przez 15 minut, a potem bez pary, w temperaturze 220 stopni jeszcze 25-30 minut.
Wpis znajduje się na liście "Na zakwasie i na drożdżach":
Wpis znajduje się na liście "Na zakwasie i na drożdżach":
Rogaliki ziemniaczane (na słodko)
Posted On 22.10.2013 at a wtorek, października 22, 2013 by Konsti
Do przygotowania tych rogalików potrzeba nie tylko mąki i cukru, ale też kilka ugotowanych ziemniaków: może się to wydać dziwnym pomysłem, ale warto zaryzykować:) Ja trzymałam się wiernie przepisu i nie żałuję, wypiek okazał się bardzo udany! Moje rogaliki wyszły zgarbne (jak na moje możliwości…) i apetyczne; pierwszego dnia były kruche, drugiego i trzeciego stały się miękkie, ale nic nie straciły na smaku. Od razu uprzedzam ewentualne pytania: nie, kartofli w ogóle nie czuć w wypieku, nikt nie jest w stanie odgadnąć, co jest jednym z głównych składników ciasta... Przepis wpadł mi w oko na blogu Kuchnia z Widokiem. Polecam, rogaliki pierwsza klasa!
Składniki:
· 25 dag ugotowanych, ostudzonych ziemniaków
· 35 dag mąki
· 15 dag cukru
· 1 jajko
· 2 łyżeczki proszku do pieczenia
· 1 łyżka oleju
· dowolne nadzienie (gęsty budyń, twarda marmolada, masa makowa, biały ser na słodko itp.)
Ziemniaki dokładnie rozgnieść lub przecisnąć przez praskę, dodać pozostałe składniki i wyrobić gładkie ciasto. Następnie rozwałkować na grubość 5 mm i wykrajać niezbyt duże trójkąty. Na środku każdego z nich kłaść łyżeczkę nadzienia i zwijać rogaliki. Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piec ok. 30 min w temp. 180°C, aż się ładnie zrumienią. Podawać posypane cukrem pudrem (u mnie: bez posypki).















