Sterlet dla komisarza Porfirija Pietrowicza

Przyznaję się publicznie: mam słabość do kryminałów Akunina:) Bardzo podobała mi się jego trzytomowa opowieść o perypetiach bystrej zakonnicy Pelagii, z przyjemnością zagłębiałam się w opisy zagadek rozwiązywanych przez nienagannego detektywa Erasta Fandorina, dobrze bawiłam się przy lekturze przygód angielskiego magistra Nicholasa (potomka w/w Fandorina) we współczesnej Rosji. Cenię warsztat i styl Akunina: pisze w sposób lekki, a zarazem inteligentny i ironiczny, sprawnie gra konwencjami, dobrze rysuje tło historyczne, umiejętnie prowadzi intrygę, a wszystko to okrasza sporą dawką humoru. Dodajmy do tego liczne cytaty literackie oraz zabawne obserwacje socjologiczne – i mamy gotową lekturę kryminalną na wysokim poziomie.
Ostatnio przeczytałam “F.M.” (z cyklu “Przygody magistra”): rzecz traktuje o zagadkowym rękopisie, który przypadkowo trafia w ręce Nicholasa. Wszystko wskazuje na to, iż jest to zaginiony brudnopis “Zbrodni i kary”, zatytułowany jednakże “Teoryjka. Opowieść petersburska”: w tej wersji Fiodor Dostojewski postanowił przedstawić historię zamordowania staruszki z punktu widzenia komisarza Porfija Pietrowicza. Ten nowy główny bohater zostaje opisany w następujący sposób:

Nie można powiedzieć, żeby Porfirij Pietrowicz, przed sześcioma dniami mianowany komisarzem śledczym cyrkułu kazańskiego policji m. Sankt Petersburga, był mężczyzną przystojnym czy bodaj okazałym. Wzrostu mniej niż średniego, tęgawy, a nawet z brzuszkiem, bez wąsów i bokobrodów, z krótko ostrzyżoną, dużą głową o kulistym kształcie, uwypukloną jeszcze na potylicy. Pulchna, okrągła twarz o trochę zadartym nosie miała barwę niezdrową, ciemnożółtą, ale była dosyć żywa, wręcz kpiarska. Wyglądałaby pewnie i na dobroduszną, gdyby nie wyraz oczu, błyszczących jakoś słabo, wodniście, a osłoniętych białymi niemal, ruchliwymi, jakby mrugającymi do kogoś rzęsami. Spojrzenie owych oczu dziwnie nie harmonizowało z całą postacią, mającą w sobie coś wręcz babskiego. Ci jednakże, którzy Porfirija Pietrowicza znali ze służby, nie dawali się zwieść płynnością jego niespiesznych ruchów czy też przymilnością mowy. A i nowi współpracownicy już zdążyli zauważyć, że jest człowiekiem roztropnym, chociaż niewolnym od pewnych dziwactw.

Przyjemna postać, prawda?:) Akcja powieści Akunina rozgrywa się więc na dwóch głównych płaszczyznach: jeden wątek to perypetie Nicholasa, próbującego rozwikłać zagadkę zaginionego rękopisu, drugi to opis zmagań dziewiętnastowiecznego komisarza, szukającego mordercy pewnej starszej i mocno nieprzyjemnej niewiasty:) I to właśnie w owym zaginionym rękopisie Dostojewskiego pojawia się motyw kulinarny, który bardzo mnie zaintrygował:

Przez resztę dnia komisarz i jego pomocnik zajmowali się każdy swoimi sprawami, a w oznaczonym czasie, przed kolacją, obaj zjawili się ze zdobyczą. Kancelista, jak wolno sądzić po jego rozpromienionej twarzy, czegoś tam jednak się doszukał, a i Porfirij Pietrowicz wyglądał na zadowolonego; przypominał kota, który przed chwilą upolował i pożarł mysz. Zamiotow chciał od razu o wszystkim opowiedzieć, wyciągnął już nawet notatki, ale radca dworu go powstrzymał:
— Przede wszystkim wzmocnijmy materię, która zgodnie z najnowszymi poglądami europejskich uczonych ważniejsza jest od ducha. Pewnie nie jadł pan śniadania ani obiadu? — spytał troskliwie. — Ja, łaskawco, przyznam się, że też nie jadłem. Hej, dobry człowieku! Przynieś no karafkę anyżówki, baniaczek kapuśniaku i co tam macie, może sterlecika? To dajże go nam!

Hola, hola, a cóż to jest „sterlecik”? Sięgnęłam do źródeł i już wiem: rybka, proszę Państwa, do tego bardzo smaczna. Sterlet, zwany też swojsko czeczugą, to ryba z rodziny jesiotrowatych. Bardzo ceniona w kuchni rosyjskiej, a ponoć i w Polsce przedwojennej często pojawiała się na co wykwintniejszych stołach... We Włoszech nie występuje w warunkach naturalnych, ale jest hodowana w różnych ośrodkach i jak się kto uprze, to może na nią gdzieś trafić. Ja się uparłam:) i w pewnym dobrze zaopatrzonym sklepie rybnym w Livorno dwa tygodnie temu znalazłam filety ze sterleta (pan sprzedawca co prawda trochę się jąkał, gdy mi wyjaśniał, gdzie ów sterlet był hodowany, mam podejrzenia, że równie dobrze może być to po prostu jesiotr, ale cicho, sza, „spuśćmy na to zasłonę miłosierdzia”:) ) Rybę przyrządziłam w dość egzotyczny (jak dla mnie) sposòb, bo z selerem naciowym i orzechami: trochę obawiałam się tego połączenia, ale zupełnie niepotrzebnie, wyszło pysznie! Komisarz Porfirij Pietrowicz też pewnie nie pogardziłby takim daniem...






Sterlet z selerem naciowym i orzechami


Składniki (dla 2 osób):

· 2 duże filety (albo dzwonka) ze sterleta
· 1 mała cebula
· 1 łodyga selera naciowego
· 1 ząbek czosnku
· 1 łyżka kaparów
· sok z 1,5 cytryny
· garść obranych orzechów (laskowych lub włoskich)
· 1 łyżeczka miodu
· 2 łyżki białego wina
· ocet balsamiczny
· masło
· oliwa
· oregano i tymianek
· sól i pieprz

Dno formy żaroodpornej wyłożyć papierem do pieczenia, nalać 2 łyżki oliwy. Drobno pokroić cebulę, selera i czosnek. Filety obsypać solą, pieprzem, tymiankiem i oregano. Ułożyć na dnie formy, skropić octem balsamicznym, sokiem z jednej cytryny i białym winem, obłożyć pokrojonymi warzywami, posypać kaparami i odstawić w chłodne miejsce na ok. 2 godz. Następnie posypać wierzch filetów wiórkami masła, wstawić do nagrzanego piekarnika i piec w niskiej temperaturze przez ok. 40 min. (w czasie pieczenia kilkakrotnie obrócić filety!). Orzechy posiekać. Na patelni rozpuścić łyżkę masła, dodać łyżeczkę miodu, wrzucić posiekane orzechy i podgrzewać przez kilka minut. Pod koniec doprawić lekko solą i pieprzem, dodać sok z połówki cytryny, dobrze wymieszać i podgrzewać jeszcze przez chwilę. Wyjąć filety z piekarnika, wyłożyć razem z selerem i cebulą na talerze i ułożyć na wierzchu orzechy. Podawać natychmiast.


Ten przepis pozwalam sobie dodać zarówno do zabawy “W kuchni panny Marple II”, jak i do akcji “Ryby!”.


 W kuchni panny Marple II


Posted in Etichette: |

12 commenti:

  1. grazyna Says:

    Ja o sterlecie czytałam w "Mistrzu i Małgorzacie". Wspaniale go przyrządziłaś :)

  2. Majana Says:

    Takiej rybki nie znałam. Pysznie się prezentuje, a ja rybki lubię:)
    Pozdrawiam:)

  3. wrotka_online Says:

    Ja również nie pogardziłabym takim daniem. Bardzo apetycznie wygląda ta rybka.

  4. miss_coco Says:

    Niesamowita opowiesc i bardzo ciekawa! Na sterleta pewnie nigdy nie trafie i nie zrobie, ale zaintrygowalo mnie, ze tak dlugo sie piecze... Jakiej grubosci sa te filety? Tak sie zastanawiam, czy by tu halibutem nie mozna bylo ich zastapic?

  5. Konsti Says:

    Grazynko, no faktycznie, jak zaczelam szukac sterleta, to sie okazalo ze i Bulhakowa byl, i u Iwaszkiewicza gdzies sie przewinal... niby czytalam, a gdzies to umknelo:)
    Majano, dziekuje bardzo i tez pozdrawiam!
    Wrotko, dziekuje za mile slowa!
    Miss_coco, moje filety byly dosc grube, a poza tym pieklam je w piekarniku w najnizszej z mozliwych temperaturze; dlatego wiec tak powoli "dochodzily" - i lepiej, dzieki temu byly bardziej aromatyczne, przeszly smakiem warzyw i sosiku. Mysle jednak, ze jesli jest taka potrzeba, to wystarczy podniesc temperature w piekarniku i wtedy czas pieczenia skroci sie do ok. 25 minut. Jestem tez pewna, ze z inna ryba ten przepis tez sie sprawdzi!
    Pozdrawiam serdecznie!

  6. Gosia Says:

    hmmm,a ja takiej rybki nie znam ....Bardzo zachecajaco sie prezentuje :)i ciekawa jestem,jak smakuje...
    Pozdrawiam :)

  7. Pinos Says:

    Och, jak miło. Pamiętam, jak przy Mistrzu i Małgorzacie "sterlet w srebrzystym naczyńku" wydawał mi się czymś wspaniałym i cudnie brzmiącym...

  8. Tilianara Says:

    Muszę koniecznie zaopatrzyć się w kryminały Akunina. A rybka smakowita - lubię takie pieczone rybki :)

    Napisałaś by piec w niskiej temperaturze - a w jakiej piekłaś?

  9. Konsti Says:

    Gosiu, dziekuje i tez pozdrawiam!
    Tili, dziekuje za mile slowa! A w moim piekarniku najnizsza temperatura to 120°C.
    Sciskam Was wirtulanie i pozdrawiam z dalekiej Pizy.

  10. Kinga Says:

    Przepis na rybę bardzo mi się podoba. Niby zupełnie proste, mało dodatków, a wygląda smakowicie i połaączenie kaparów, selera naciowego, orzechów bardzo intrygujące. Zrobię napeweno i dam znać jak wyszło. pozdr!

  11. mamamarzynia Says:

    Przeczytałam z przyjemnością :-)

  12. Konsti Says:

    Kingo, no widzisz, a moj maz narzeka, ze dodatkow duzo:) on uznaje tylko rybke posolona, popieprzona i skropiona cytryna, wszystko inne jest zbedne:) Czesto zdarza sie, ze przygotowuje 2 ryby: jedna "gola" dla niego, druga "fikusna" dla mnie... Ciesze sie, ze pomysl Ci sie podoba i namawiam do wyprobowania przepisu!
    Mamamarzynia: a ja bardzo chetnie czytam wpisy na Twoim blogu. Przepadam za Twoim poczuciem humoru:)
    Pozdrawiam serdecznie!