Bułeczki ciotki Jane Dalgliesh

Pisarka P.D.James (urodzona w 1920 r.) to Phyllis Dorothy James White, baronessa Holland Park, parlamentarzystka Izby Lordów; ma sześć doktoratów honorowych oraz jest członkinią Royal Society of Literature i Royal Society of Arts. Pani ta, jakże zasłużona i utytułowana, od początku lat 60-tych publikuje arcyciekawe, obszerne powieści kryminalne z mocno zarysowanym tłem obyczajowym i psychologicznym: istotne jest w nich nie tylko "kto zabił?", ale i "dlaczego?". Psychologia zbrodni i życie wewnętrzne bohaterów (policjanta, zbrodniarza, ofiary...) odgrywają w jej tekstach najważniejszą rolę, ludzki umysł i osobowość są tu zdecydowanie na pierwszym miejscu.
Sztandarowym detektywem P.D. James jest sympatyczny, inteligentny i wrażliwy nadinspektor Adam Dalgliesh ze Scotland Yardu, w życiu prywatnym subtelny poeta i samotny wilk stepowy:). W książce "Z nienaturalnych przyczyn" nadinspektor Dalgliesh wyjeżdża na zasłużony urlop do ciotki Jane: ma zamiar porządnie odpocząć w jej domu na wsi w hrabstwie Suffolk. Ma nadzieję, że wreszcie uda mu się zapomnieć o morderstwach i innych nieprzyjemnych aspektach policyjnej pracy:

Pół godziny pózniej cicho zamknął drzwi kościoła i wyruszył w ostatni etap drogi do Monksmere. Napisał do ciotki, że zapewne przyjedzie około wpół do trzeciej i miał nadzieję dotrzymać obietnicy. (…) Ciepło pomyślał o jej wysokiej, kanciastej sylwetce. Jej życie nie obfitowało w niezwykłe zdarzenia; większości domyślił się z urywków nieostrożnych rozmów matki albo też poznał je jeszcze w dzieciństwie. (…) Nieco ponad pięć lat temu sprzedała dom rodzinny w Lincolnshire, po czym kupiła Pentlands, kamienny domek na końcu cypla Monksmere i tutaj Dalgliesh odwiedzał ja przynajmniej dwa razy do roku. Nie były to jedynie wizyty obowiązkowe; jeśli nawet czuł się za nią odpowiedzialny, była tak samowystarczalna, ze czasem nawet okazanie serdeczności zakrawało na obelgę. Niemniej istniała między nimi serdeczność i oboje byli tego świadomi. Już teraz z zadowoleniem myślał o tym, że ją zobaczy i cieszył się z góry na przyjemności pobytu w Monksmere. Zobaczy ogień na szerokim palenisku, płonace polana wyrzuconego przez morze drewna, napełniające cały domek wonnym dymem, a przed kominkiem pachnący dzieciństwem fotel o wysokim oparciu, jedyna pamiątka z plebanii dziadka. Jak zwykle zajmie swój skąpo umeblowany pokój z widokiem na niebo i morze, z wąskim, lecz wygodnym lóżkiem o pachnącej lawendą pościeli, oraz łazienka, gdzie jest w bród gorącej wody, wanna zaś dość długa, by duży mężczyzna mógł się wyciągnąć; jego ciotka, sama mierząca prawie metr osiemdziesiąt, po męsku doceniała wszystkie istotne wygody. Jeszcze przedtem czeka go herbata przy ogniu i gorące grzanki z domową konfiturą. A co najważniejsze, nie będzie trupów ani żadnej o nich wzmianki. Podejrzewał, że Jane Dalgliesh uważa za niepoważne, aby inteligentny człowiek zarabiał na życie uganiając się za mordercami, a nie była to osoba, która uprzejmie udaje zainteresowanie, kiedy go nie odczuwa.

Ciotka Jane świetnie więc sobie radzi w kuchni i nadinspektor wcale nie ukrywa, że bardzo ceni jej proste, niewyszukane, ale jakże smakowite potrawy. Kojarzą mu się z domem, ciepłem i spokojem…

Kiedy Dalgliesh dotarł do Pentlands, mijała dziewiąta. Domek zastał pusty i przez chwilę znów poczuł nocny niepokój. Wtedy jednak zobaczył kartkę na kuchennym stole; ciotka zjadła śniadanie wcześniej i poszła wzdłuż brzegu w stronę Sizewell. Na odgrzanie czekał dzbanek kawy, a stół był nakryty na jedną osobę. Dalgliesh uśmiechnął się. Jakież to typowe dla ciotki! Miała zwyczaj co rano zażywać spaceru i nie widziała powodu, aby to zmieniać tylko dlatego, że jej bratanek, miotający sie między Londynem i Monksmere w poszukiwaniu mordercy, chciał być może podzielić się z nią nowinami. Ale, jak zwykle w Pentlands, sprawy zasadnicze nie pozostawiały nic do życzenia: kuchnia była ciepła i gościnna, kawa mocna, zaś obok niebieskiej miski, pełnej świeżo zniesionych jaj, piętrzyły się bułeczki prosto z pieca. Ciotka najwyraźniej wstała bardzo rano.

Nie wiem dokładnie, z jakiej receptury korzystała ciotka Jane, ale ja, zainspirowana tym fragmentem, postanowiłam upiec aromatyczne, lekko słodkie bułeczki kornwalijskie (A.grey, dziękuję za przepis!). Wyobrażam sobie, że takie właśnie pyszności mogły znajdować się na stole w Pentlands… A jeśli chodzi o nadinspektora Dalgliesha – no cóż, jak to było do przewidzenia, niedługo było mu dane cieszyć się spokojem angielskiej wsi. W okolicy zostają odkryte zwłoki znanego pisarza Maurice’a Setona: autor kryminałów nie żyje już od jakiegoś czasu, a obie dłonie ma ucięte w nadgarstkach. Dalgliesh musi przerwać urlop i znaleźć mordercę…







Bułeczki kornwalijskie (przepis z książki "Wielka księga chleba" L. Collister i A. Blake'a, znaleziony na blogu Spiżarnia)

Składniki:

  • 15g świeżych drożdży lub 7g suchych
  • 430ml letniego mleka
  • 1 łyżeczka cukru
  • 680g mocnej mąki pszennej
  • 110g masła, pokrojonego w kostkę
  • 15g soli morskiej
  • cukier puder, do oprószenia bułeczek

Z drożdży zrobić rozczyn, odstawić. W misce, wymieszać mąkę z solą, następnie dodać masło. Rozetrzeć palcami mąkę z masłem, aż uzyska konsystencję drobnych zacierek. Wlać gotowy rozczyn i zarobić miękkie ciasto. Jeśli jest za suche, dodać odrobinę mleka, jeśli nie odchodzi od rąk, trzeba dodać mąki. Wyjąć ciasto na posypaną mąką stolnicę i wyrabiać przez 10 minut, aż stanie się gładkie i elastyczne. Przełożyć do naoliwionej miski, przykryć folią kuchenną i odstawić do wyrośnięcia w chłodnym miejscu na 1-1,5 godziny, aż podwoi objętość. Wyrośnięte ciasto przebić, przełożyć na stolnicę i krótko zagnieść, nie dłużej niż 10 sekund. Podzielić na 22 równe części. Uformować bułeczki, lekko spłaszczyć i ułożyć na blasze tak, aby prawie się dotykały. Przykryć wilgotną ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 45 minut.
Nagrzać piekarnik do 220 st C. Piec 15-20 minut, aż się zrumienią na złoto. Po upieczeniu natychmiast posypać bułki cukrem pudrem. Przykryć ściereczką, aby skórka pozostała miękka.

Autorka radzi, aby najlepiej zjeść je tego samego dnia, lekko ciepłe, posmarowane śmietanką i melasą, dżemem malinowym albo syropem. Można też zamrozić.







W kuchni panny Marple II

Posted in Etichette: |

8 commenti:

  1. grazyna Says:

    Widzę, że jesteś znawczynią kryminałów. I przy okazji jakie pyszne dania powstają :)

  2. Majana Says:

    Świetne są te bułeczki! Pieknie podane:)
    Zdjęcia cud miód :)
    Pozdrawiam.

  3. zauberi Says:

    cudowne! :)

  4. wrotka_online Says:

    Bardzo apetycznie wyglądają te bułeczki :)

  5. Karmel-itka. Says:

    niezwykle wciągający post.
    czytałam go dwukrotnie ;]
    a te bułeczki, rewelacyjne!
    ileż bym dała, za takie śniadanie...

  6. danusia Says:

    bułeczki wyglądają smakowicie, zjadłabym jedna nawet teraz (:

  7. a.grey Says:

    ucięte dłonie w nadgarstkach? - yhhh
    Konsti! jak już wspomniała Karmel-itka, bardzo wciągający post! Interesujące są te Twoje "kryminalne" posty! odszukałam także te wcześniejsze :) świetnie się czyta!
    Pozdrawiam serdecznie!
    Dziękuję!

  8. Konsti Says:

    Dziekuje za wszystkie mile slowa i pozdrawiam serdecznie!