To bardzo specyficzny deser, który pojawia się u nas przede wszystkim ze względu na Kalabryjczyka, wielkiego wielbiciela grejpfrutów. Ja za pierwszym razem podchodziłam wyjątkowo nieufnie do tego kremu, ale szybko przekonałam się, że warto było dać mu szansę i bardzo go polubiłam. Mogłoby się wydawać, że w całym deserze prym wiedzie intensywny smak grejpfruta z jego charakterystyczną goryczką, ale to tylko pierwsze wrażenie. Już po chwili bowiem wyczuwa się wyraźnie słodki smak rodzynek i melona, a w delikatnym kremie z ryżu odkrywa się przyjemną waniliową nutę. Wszystkie elementy zadziwiająco dobrze się komponują i tworzą orzeźwiającą symfonię smaków. Fantastyczny deser na upały! Wiem, że się powtarzam, ale u mnie było dziś 35 stopni, więc sami rozumiecie - moje ostatnie kulinarne wyczyny są silnie powiązane z tym, jak wysoko wędruje słupek rtęci na termometrze...

Składniki (na 8 porcji):
· 100 g ryżu
· 1 grejpfrut
· pół melona
· 800 ml mleka
· 400 ml wody
· 150 ml jogurtu naturalnego
· 3-4 łyżki miodu
· 4 łyżki cukru
· aromat waniliowy
· szczypta szafranu
· garść rodzynek
Ryż ugotować do miękkości w mleku wymieszanym z wodą (prawie cały płyn powinien wyparować i zostać wchłonięty przez ryż). Grejpfruta pokroić, wrzucić na patelnię, zasypać cukrem, dodać trochę wody i smażyć ok. 15 minut. Połączyć ryż z grejpfrutem, miodem, wanilią, szafranem i jogurtem, zmiksować aż do uzyskania kremu. Rodzynki sparzyć gorącą wodą i osuszyć, melona pokroić na kawałki, dodać wszystko do kremu, wymieszać. Ewentualnie doslodzić dodatkowo miodem lub cukrem. Przełożyć do pucharków, dowolnie udekorować i wstawić do lodówki na co najmniej 2 godziny.
